|
~wywiady i artykuły~recenzje płyt~inne~ Garbage "Version 2.0" Rzadko dzieje się tak, że amerykański zespół potrafi przebić się na zagęszczonym rynku brytyjskim. I odwrotnie. Działa tu jakiś dziwny mechanizm lokalnego snobizmu. Czyli Amerykanie uważają, że Angole są do bani, a ci nie pozostają dłużni. Amerykański zespół Garbage z angielską wokalistką Shirley Manson wyłamał się z tej zasady. Wydany trzy lata temu debiutancki album zatytułowany po prostu "Garbage" zawojował listy przebojów po obu stronach Atlantyku. Mieszanka ostrego popu z lekko tanecznymi rytmami okazała się strzałem w dziesiątkę. Utwory takie jak "Stupid Girl" czy "Milk" pięły się w górę na listach przebojów. Cztery miliony nabywców albumu potwierdziły, że ciągle jest zapotrzebowanie na melodyjny pop z ostrymi gitarami i urodziwymi wokalistkami. Na drugim albumie zespół nie zmienia kierunku. Grają ciągle perfekcyjnie. Duża w tym zasługa perkusisty Butcha Viga, guru środowisk niezależnych Ameryki. To on produkował płyty opisywanego wyżej Sonic Youth i Nirvany. Butch Vig dołożył starań, aby perkusja oprócz zaszczytnej roli nabijania rytmu była po prostu instrumentem. Żywym i czasami dominującym. Dzięki niemu nagrania nie pozostawiają słuchacza obojętnym. I pora na łyżkę dziegciu. Cały ten album to zbiór dwunastu perfekcyjnie zrealizowanych piosenek, które bronią się znakomicie słuchane osobno. Jednak przebrnięcie za jednym zamachem przez cały album może być testem odpornościowym na nudę. Większość kompozycji jest podobna do siebie i gdzieś w okolicach trzydziestej minuty takie słuchanie jest z lekka nużące. Mimo to, Garbage to jaśniejszy punkt na popowej mapie. Przyznają to nawet Angole. |