~wywiady i artykuły~recenzje płyt~inne~


Garbage - "Bleed like me"
Źródło: Nuta.pl
Autor: Piotr Kowalczyk
Ocena: 3.5/6

Po kolejny krążek Garbage sięgałem raczej z niechęcią, nawet nie udając, że ekipa Butcha Viga i Shirley Manson ekscytuje mnie w jakikolwiek sposób. Zespół swój najlepszy czas miał prawdopodobnie w pierwszym etapie swojego istnienia, pod koniec lat 90., gdy wylansował kilka przebojowych singli i był komercyjną odtrutką na girlsbandowy szał. Potem szybko o nim zapomniano. Był niedawno bliski rozpadu i myślę, że gdyby doszedł on do skutku, to poza nawet sporą grupą umiarkowanych w swoim zaangażowaniu fanów, wielkiej żałoby z powodu rozłamu Garbage by nie było. Na przekór wszystkiemu, temu zapomnieniu i olewce - zespół przetrwał. I nagrywa niezłe płyty.

Oprócz prawdopodobnie najgorszego kawałka tego lata... głupiego rockera, z pseudo-rewolucyjnym przekazem "Sex Is Not The Enemy", na czwartym krążku Garbage coś się jednak dzieje. Dość masywnie ustawione brzmienie plus dość charakterystyczne, alternatywno-rockowe melodie, w sam raz dla śpiewających post-grunge'owych pań (w rodzaju Courtney Love) dają w połączeniu z zadziornym głosem Shirley dobre efekty w "Run Baby Run" i singlowym, nieco podkręconym tanecznie "Why Do You Love Me". Przyzwoite balladowe próby takie jak "The Crying" też raczej się sprawdzają. Po starej znajomości, jeszcze z czasów "Nevermind" (Butch Vig produkował krążek Nirvany), udziela się tu na perkusji (w pierwszej piosence albumu, mięsistym rockerze "Bad Boyfriend") Dave Grohl.

Wygląda na to, że Garbage postanowili za wszelką cenę pokazać swoje rockowe korzenie, które kiedyś na albumie "Version 2.0" zostały poddane popowej obróbce. Wychodzi bardzo przyzwoicie - ostro, ale ze sporym potencjałem radiowym. Tylko że przez te kilka lat rock poszedł do przodu i ma się nieco lepiej niż np. 6 czy 7 lat temu.

~spis~do góry~