~wywiady i artykuły~recenzje płyt~inne~


Garbage - "Bleed like me"
Źródło: muzyczna.pl
Autor: Marcin Kubicki
Ocena: 2.5

A teraz przyznajcie się bez bicia, co Was nakręciło do słuchania Garbage? Muzyka czy czerwonowłosa wokalistka w przykrótkiej spódniczce i wysokim obuwiu? Pierwsze spojrzenie na Shirley Manson może wywoływać ambiwalentne uczucia, gdyż jest to kobieta o raczej przeciętnej urodzie, a jednak często wskazywana była jako nowy symbol seksu lat 90-tych. No ale my tu o czymś innym mieliśmy... muzyka, wraz z wokalizami naszej głównej bohaterki sprawiła, że Garbage uznawane było za coś wyjątkowego. Niestety, nowa ich płyta-"Bleed Like Me"-będzie prawdziwym sprawdzianem dla fanów grupy. Starając się czerpać przyjemność z tego dzieła, czułem się od początku zawiedziony faktem, że w najlepszym przypadku, utwory są niedopracowane. Przede wszystkim, nie oczekujcie zuchwałych kawałków pokroju "I Think I'm Paranoid", "Push It", czy "Stupid Girl". "Bleed Like Me" jest o wiele bardziej stonowane i dojrzałe (czyt.: mniej dynamiczne i nudniejsze). Garbage nawpychało w siebie mnóstwo środków uspokajających i stworzyło płytę która jest ładna, łagodna dla uszu, ale niekoniecznie kreatywna. Po głowie kołacze mi się pytanie, czy po dziesięciu latach na scenie, to już jest koniec ich pomysłów na muzykę? Album rozpoczyna się od kawałków "Bad Boyfriend", "Run Baby Run" i "Right Between The Eyes". Żaden z nich nie jest naprawdę zły, ale mógłby być zagrany przez kogokolwiek innego. Rozumiecie o co mi chodzi? Nie ma w tych utworach nic co sprawiałoby, że są szczególne, nic co dobitnie udowadniałoby, że są to kawałki Garbage. Pierwsze oznaki kinetycznego rocka pojawiają się w czwartym utworze pt. "Why Do You Love Me". Niecierpliwy wokal Manson ciekawie miesza się z pogłosem gitar i wąsko zaaranżowaną melodią. Odwracając się od rock'n'rolla, tytułowy utwór z nowej płyty, Garbage nagrało bardziej w stylu alternatywnym. Jest to skromny, utrzymany w średnim tempie, utwór o nostalgicznym posmaku. Miło, że kawałek jest zupełnie inny od reszty znajdujących się na płycie. Deklaratywnie Garbage powinno skontaktować się ze swoją kryształową kulą, gdyż dalsze eksplorowanie tego typu terenów mogłoby pozwolić grupie na wybór dobrego kierunku dalszego rozwoju. Niestety już od kolejnego "Metal Heart", krążek wraca na stary tor. Szkoda, że najlepsze momenty, prawdziwie rockowe, są niszczone niestosownym hałasem i miażdżącymi syntezatorami. Frustrujące. Przy "Sex Is Not The Enemy" dałem "Bleed Like Me" odroczenie. Electro-rockowy kawałek, choć nie tak chwytliwy jak stare kompozycje zespołu, nadal jest jednym z najlepszych utworów na tej średniej płycie. Tempo jeszcze zwalnia przy okazji pianina zastosowanego w "It's All Over But The Crying". To dobrze, że zespół chciał nam nieco urozmaicić słuchanie wydawnictwa, ale dlaczego w aż tak słodki sposób? "Why Don't You Come Over" w zasadzie nie wiadomo w jakim kierunku podąża, muzycznie jest to totalna schizofrenia, tak niedorzeczna, że szkoda o niej pisać. Przy okazji to jedyna, oficjalnie, totalnie beznadziejna, piosenka na krążku, której nie da się słuchać w ogóle. Na koniec proste i typowe "Happy Home". Album kompletnie nie ma swojej tożsamości, nie czuć energii zespołu i kooperacji między jego członkami. Jeśli szukacie chemii która unosiła się gdzieś nad utworami pierwszych dwóch płyt-zapomnijcie o "Bleed Like Me". Podsumowując, trzy dobre kawałki, jeden fatalny i cała plejada przeciętnych. Do pominięcia w dyskografii.

~spis~do góry~